Tężeje w mroku śródmiejski mur,
Nad głową powódź skłębionych chmur.
Skończona podróż do kresu dnia.
Zamiera miasta wieczorny psalm.
Odejść białą zamiecią świateł.
Odejść drogą wschodzących gwiazd.
Odejść spojrzeń najdalszych śladem.
Odejść, odejść, gdzie porwie wiatr.
[-instrum.-]
Odejść krzykiem szalonych myśli.
Odejść nagłą czerwienią wzgórz.
Odejść burzą wiosennych liści.
Odejść, odejść, nie wrócić już.
Asfaltem jezdni okryta noc.
Kontury cieni zakreśla wzrok.
Zamknięte okna, zamknięte drzwi.
Nikt się nie śmieje, nie płacze nikt.
Hej, kolęda, kolęda!
Hej, kolęda, kolęda!
Mości godpodarzu,
Domowy szafrarzu,
Nie bądź tak ospały,
Każ nam dać gorzały
Dobrej, z alembika,
I do niej piernika.
Hej, kolęda, kolęda!
Jendyk do podlewy,
Panie miłościwy!
I to czarne prosię -
Pomieści i to się!
Każ upiec pieczonki -
Weżmiem do kieszonki.
Hej, kolęda, kolęda!
Mości gospodarzu,
Domowy szafrarzu,
Każ dać bufet wina,
Bo w brzuchu ruina.
Dla większej ofiary
Daj dobrej gorzały.
Hej, kolęda, kolęda!
Mościa gospodyni,
Domowa mistrzyni,
Okaż swoją łaskę:
Każ dać masła faskę.
Jeżeliś nie sknera
Daj i kopę sera.
Hej, kolęda, kolęda!
Mościa gospodyni,
Domowa mistrzyni,
Okaż swoją łaskę:
Każ upiec kiełbaskę,
Którą, kiedy zjemy,
To podziękujemy.
Hej, kolęda, kolęda! /*4
Jak wędrowne ptaki,
Swój rzucamy brzeg,
Rodzinny brzeg.
Wśród opuszczonych gniazd
Poranna wstaje mgła
I tylko żegna nas
Zachodni wiatr.
Jak wędrowne ptaki
Znów ruszamy w rejs,
Daleki rejs.
Gdzieś znad przybrzeżnych skał
I opuszczonych wydm
Dobiega wiatru szum
I ptaków krzyk.
Jak wędrowne ptaki
(Jak wędrowne ptaki)
Znów wracamy tu,
Wracamy tu.
Wśród deszczu i pod wiatr
Wracamy do swych gniazd,
Choć nikt nie woła: "Wróć!"
Nie woła: "Wróć!"
Jak wędrowne ptaki...